, hurt ważne jest 

hurt ważne jest

Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla hasła: hurt ważne jest




Temat: Czy mieszkamy na cmentarzu, dokąd żyją i pamietają
W innym wątku:
Panie Dylewski-tak Pan trzymaj-jestes Pan glosem zapomnianych i poleglych
bohaterow wiekow naszego Plocka.Nie daj sie Pan uciszyc,ale gdyby to wiedz Pan
ze sa jeszcze tacy ktorzy nie dadza echu tego glosu zgasnac.

Jedna sprawa:
-ROGATKI DOBRZYNSKIE ulica K.WIELKIEGO-teren dawnej FABRYKI SWIEC i jej
magazynow-obecnie ZAKLAD SZWALNICZY I HURTOWNIA MATERIALOW SANITARNYCH PUH- tam
w ziemii pod placem na ktorym stoi towar leza CI KTORZY BYLI AGRESORAMI ORAZ CI
KTORZY BYLI OBRONCAMI.
Skad wiem?jestem jednym z pracownikow(obecnych lub dawnych PUH) i przy wykopach
trafialismy na kosci.Dokladnie rzecz biorac za murem tuz za Rogatka.
Pozdrawiam i mysle ze warto kogos zainteresowac tematem.
x
Za cmentarzem ewangelickim to chodzi albo o teren parku obok domu Technika albo
o to moiejsce o ktorym ja mowie -HURTOWNIA PUH-jej plac na ktorymstoi towar i
blaszana hala.Prosze Pana -ja juz tam nie pracuje,ale gdy pracowalem i
stawialsmy hale to wykopalismy kupe kosci-zebralismy to w worki z barku
zaintersowania KOGOKOLWIEK zakopalismy pod posadzaka spowrotem.Drugie miejsce
tuz za Rogatka a miedzy ogrodzeniem tejze hurtowni-podczas prac
modernizacyjnych robotnicy z Tp albo z Pecu natrafili na kosci ze 3 lata temu-
bali sie powiedziec komukolwiek i powkladali to w reklamowki i zakopali tam
gdzie znalezli.
Pozatym moze to co napisze jest smieszne-ale niech Pan zapyta osob pilnujacych
tam mienia nocami co sie dzieje w budynku...A podobno duchow nie ma..tylko
ciekawe czemu dzrzwi sie same zamykaja i slychac glosy w zamknietych
pomieszczeniach.....ale to juz inny temat.
x
Panie Dylewski-zmienilem prace miedzy innymi z powodu roznicy zdan co z tym
zrobic na ten temat z wlascicielem Hurtowni PUH panem Jozefem Rączkowskim.Ten
Pan ma duze wplywy a ja chce pracowac tam gdzie pracuje.
Podpowiem Panu jedno-prosze sprobowac porozmawiac z pracownikami PUH(jesli
pracuja tam ci jeszcze ktorzy to robili),albo z ludzmi pilnujacymi obiektu,lub
tez z mieszkancami pobliskich domow.Sadze ze nie tylko ja ale rowniez inne
zrodla moga Panu to potwierdzic-tam w ziemii sa kosci.
Mam Pana e-maila-musze sie zastanowic co i jak-nie wykluczam ze sie
odezwe.Prosze mnie zrozumiec-boje sie o prace.
x
Panie Dylewski-kosci ktore wykopali robotnicy przy stawianiu blaszanej hali
(hangaru) na towar sa tam do dzis okolo pol metra pod posadzka.Nie wyrzucilicmy
ich jak ci ktorzy na miejscu stracen i pochowku Powstancow Styczniowych
postawili Mc'Donaldsa(swoja droga ciekawe czy przyjedznym smakowaloby to tak
wiedzac ze jedza na cmentarzu badz co badz).Tak wiec my kosci zakopalismy w
duzych.mocnych workach foliowych(3 worki).Bylo tego na pewno wiecej,ale my
kopalismy w jednym miejscu.Na placyku tam podobno w 1920 roku toczyly sie ostre
walki i potem raz Ruscy a raz Nasi rozstrzzeliwali tam przeciwnikow i chowali,a
slyszalem ze chowano.Tak wiec obok kosci krasnoarmiejcow sa tam kosci obroncow
Plocka.Zreszta niewazne teraz jest to ze te kosci to sa ruska a te naszego,oni
tam leza wspolnie,historia i smierc ich pogodzily-wazne ze nikt nic nie robi a
podobno mamy 17 lat wolnosci i budujemy zreby IV RP.Natomiast drugie miejsce za
rogatka gdzie galeria teraz jest-dokladnie pod chodnikiem i trawnikiem tam
gdzie s studzienki znajduja sie kosci.
A te duchy to mysle ze tymi drzwiami trzaskaja zeby ktos zwrocil uwage na swoje
doczesne szczatki(to nie est smieszne)kto byl tam noca ten wie a kto nie byl
bedzie sie smial i pytal ile wypilismy i co bralismy.

Dziennikarze płoccy nie są zainteresowani tematem, Może w Płocku są hobbyści-
historycy którzy mają inne dokumenty i dostęp do źródeł historycznych celem
wyjaśnienia do końca wszystkich nekropolii płockich






Temat: Historia, której nikt nie chce sprawdzić i opisać
Historia, której nikt nie chce sprawdzić i opisać
ROGATKI DOBRZYNSKIE ulica K. WIELKIEGO -teren dawnej FABRYKI SWIEC i jej
magazynów-obecnie ZAKLAD SZWALNICZY I HURTOWNIA MATERIALOW SANITARNYCH PUH-
tam w ziemi pod placem, na którym stoi towar leża CI KTORZY BYLI AGRESORAMI
ORAZ CI BYLI OBRONCAMI.
Skąd wiem?
Jestem jednym z pracowników (obecnych lub dawnych PUH) i przy wykopach
trafialiśmy na kości. Dokładnie rzecz biorąc za murem tuz za Rogatka. Myślę,
ze warto kogoś zainteresować tematem

Za cmentarzem ewangelickim to chodzi albo o teren parku obok domu Technika
albo o to miejsce, o którym ja mówię - HURTOWNIA PUH - jej plac, na którym
stoi towar i blaszana hala. Proszę Pana - ja już tam nie pracuje, ale gdy
pracowałem i
stawialiśmy hale to wykopaliśmy mnóstwo kości - zebraliśmy to w worki z barku
zainteresowania KOGOKOLWIEK zakopaliśmy pod posadzką z powrotem.
Drugie miejsce, tuż za Rogatka a miedzy ogrodzeniem w tejże hurtowni -
podczas prac
modernizacyjnych robotnicy z TP albo z PEC - u natrafili na kości ze 3 lata
temu -
bali się powiedzieć komukolwiek i powkładali to w reklamówki i zakopali tam
gdzie znaleźli.
Poza tym może to, co napisze jest śmieszne - ale niech Pan zapyta osób
pilnujących
tam mienia nocami, co się dzieje w budynku... A podobno duchów nie ma.. tylko
ciekawe, czemu drzwi się same zamykają i słychać glosy w zamkniętych
pomieszczeniach ale, to już inny temat.

Zmieniłem prace miedzy innymi z powodu różnicy zdań, co z tym zrobić na ten
temat z właścicielem Hurtowni PUH panem Józefem Rączkowskim.
Ten Pan ma duże wpływy a ja chce pracować tam gdzie pracuje.
Podpowiem, jedno – proszę spróbować porozmawiać z pracownikami PUH (jeśli
pracują tam ci jeszcze którzy to robili),albo z ludźmi pilnującymi obiektu,
lub
tez z mieszkańcami pobliskich domów. Sadze ze nie tylko ja ale, również inne
źródła mogą to potwierdzić - tam w ziemi są kości.

Proszę mnie zrozumieć - boje się o prace.

Kości, które wykopali robotnicy przy stawianiu blaszanej hali (hangaru) na
towar są tam do dziś około pól metra pod posadzką. Nie wyrzuciliśmy ich jak
ci, którzy na miejscu straceń i pochowku Powstańców Styczniowych postawili
Mc'Donalda (swoja droga ciekawe czy przyjezdnym smakowałoby to tak wiedząc ze
jedzą na cmentarzu bądź, co bądź).Tak wiec my kości zakopaliśmy w dużych.
mocnych workach foliowych (3 worki).Było tego na pewno więcej, ale my
kopaliśmy w jednym miejscu. Na placyku tam podobno w 1920 roku toczyły się
ostre walki i potem raz Ruscy a raz Nasi rozstrzeliwali tam przeciwników i
chowali, a
słyszałem, ze chowano. Tak wiec obok kości krasnoarmiejców są tam kości
obrońców
Płocka. Zresztą nieważne teraz jest to ze te kości to są ruska a te naszego,
oni
tam leża wspólnie, historia i śmierć ich pogodziły - ważne ze nikt nic nie
robi a
podobno mamy 17 lat wolności i budujemy zręby IV RP.

Natomiast drugie miejsce za rogatka gdzie galeria teraz jest - dokładnie pod
chodnikiem i trawnikiem tam gdzie są studzienki znajdują się kości. A te
duchy to myślę, ze tymi drzwiami trzaskają żeby ktoś zwrócił uwagę na swoje
doczesne szczątki (to nie jest śmieszne), kto był tam nocą ten wie a kto nie
był będzie się śmiał i pytał, ile wypiliśmy i co braliśmy.

Tekst pochodzi z forum GW - Płock






Temat: Nikomu nie daję się wodzić za nos!
Witam!

zielony_audytor napisał:
> Oj, na prądzie się nie znasz, ale na budowie i projektowaniu tras jeszcze
> mniej. drogi się buduje między wielkimi skupiskami lidności, a nie tam, gdzie
> nic nie ma.

Przeciez nie dyskutujemy, gdzie sa zrodla tego ruchu! Zastanow sie, co piszesz!
Krytykowac, nie wazne co - byle tylko krytykowac zdanie odmienne od Twojego?
Ty wiesz najlepiej?

Nie rozmawiamy o zrodlach tego ruchu tylko o miejscu poprowadzenia go!
Teraz olsnilo?

> Powtarzam: Ty myslisz, ze jak masz gruby kabel, to pojawi się w nim nagle
> prad sam z siebie.

Nenene. Skup sie: gdy poczatek tego kabla jest w Poznaniu a koniec - pod
Warszawa - i z tego miejsca rozchodzi sie do Warszawy szereg wjazdow (ciensze
druty, ktore moga zasilic _rownolegle_ stolice), prad jednak poplynie.

Bo lepiej bedzie przejechac grubym kablem np. do wysokosci Grojca, jezeli
kierowca chce dojechac np. na Mokotow.

> Nie. Nie pojawi się, bez przyłożenia napięcia. Plus i minus.
> Plusem jest Warszawa, minusem Łódź, Poznań, Berlin.

No to czego wlasciwie chcesz?

> Taaaak. Jechalbyś zapewne przez Baranów.

To zalezy od tego, ile czasu potrzebowalbym na pokonanie danej trasy.

> nie wiem, czy zauwazyłeś, ale w tym projkcie występuje zarówno trasa S-8
> jak i S-7 w wariancie 2.

Fascynujace. Gdzie to jest napisane?

> TAAAAAAK. SEU i Pani Cesarska są za trasami przez Bemowo!!!

Trasami? Tak. Tylko nie ekspresowymi. Moze to wlasnie Ty sie tak bardzo
emocjonujesz, ze nie zauwazasz pewnych szczegolow?

> Szok? Nie - Dałeś się nabrać.

Tak?

> OK. Masz gruby kabel przez Górę Kalwarię. Oczywiście posłuży on wg ciebie
> ruchowi warszwskiemu. Oczywiste jest, że jadąc z Ursynowa na Bemowo,
> pojedziesz przez Góre Kalwarię. [...]

Ciekawa koncepcja. Sam ja wymysliles? Ja nie pisalem czegos takiego!

> [...] No bo skoro jest tam autostrada, to trzeba nią jeździć.

Pewnie nie wiesz, ze w Falenicy tez mam znajomych...

> [...] Ty zastosujesz swoją teorię, że jak jest mały opór w kablu, to
> samoczynnie popłynie nim prąd.

Jezeli poczatek tego kabla to np. Poznan a koniec to Warszawa to chyba jest
jasne, ze poplynie?

Dla Ciebie nie?

> OK. Napisz jeszcze jak i ktorędy poleci tranzyt z Błonia do Łomianek, z
> Ożarowa do Modlina, Nowego Dworu Mazowieckiego, Radzymina. Z Błonia do
> Radzymina.

Po to wlasnie ma byc "duza obwodnica". Nawet na planie Ekostrady, polnocny
objazd Warszawy rowniez jest zaznaczony. I wlasnie po to ma byc szeroki, zeby
skusic ludzi do przejechania ta trasa - szybko i bezkolizyjnie - w
przeciwienstwie do pchania sie przez Warszawe!

> Że co? Niewielki to tranzyt? Przypominam, że w miescinach tych mieszczą sie
> obecnie wielkie hurtownie współpracujące ze sobą.

Rewelka! Uciales galaz, na ktorej siedzisz.
Po pierwsze, jak sam zauwazyles, to jest tranzyt.
Po drugie - zauwazyles, ze ten tranzyt jest duzy (nie mialem zamiaru pisac, ze
jest niewielki - pracuje dla firmy, ktorej klientami sa wlasnie takie firmy
spedycyjno - magazynowe wiec - czesto tam jezdze).

I Ty chcesz ten ruch puszczac przez Warszawe?!?!?!

Dobre - i ktos mnie tu posadzal o to, ze sie na pradzie nie znam... I z rozumem
u mnie cos nie tak...

To jak to jest? Przyganial kocial garnkowi?

> OK. Napewno z Ozarowa do Modlina tiry pojadą przez Górę kalwarię. No
> przeciez skoro ktos zbudował tam autosradę, to trzeba nią jeździć. Co nie?

Milego jezdzenia.

> W tym projekcie A2 przeznaczona jest jedynie dla ruchu dalekobieznego na
> wschód. Skala tego ruchu to obecnie około 80 tir na godziną. Nie bedzie
> więcej przez najbliższe kilkanaście lat. Zwłaszcza w dobie gwałtownego
> rozwoju transportu kombinowanego. Mówi ci to cos? Myślę, że niewiele.

Wystarczajaco duzo, zeby wiedziec, o co chodzi.
Jestem pod wrazeniem kategorycznych stwierdzen typu: "nie bedzie wiecej przez
[...] kilkanascie lat". Szkoda, ze jedynie saper myli sie tylko raz...

Ta trasa ma byc droga dla tranzytu tak, zeby nikomu nawet do glowy nie przyszlo
jechac przez Warszawe.

Czy od tej drogi nie ida laczniki do Warszawy? Problem z oczkami? A moze
problem z analiza odbieranych obrazow (widzimy tylko to, co chcemy widziec)?
Gdyby ta trasa miala byc tylko dla tranzytu, nie budowane bylyby zjazdy do
Warszawy, prawda? Tylko - np. jeden na wschodzie, drugi na zachodzie.

Powodzenia przy nastepnym szukaniu dziury w calym! :)

Mimo wszystko pzdr... M.
Mariusz J.




Temat: LOJALNOSC DO FIRMY
J ajuż pisałem, co jest dla mnie ważne w planie marketingowym, porównaj sobie.

Dla przypomnienia:

1. Plan marketingowy powinien być prosty w zrozumieniu
2. Musi dawać możliwości dochodowe od samego początku ( nie mam tu na myśli
sprzedaży, chodzi mi o dochody z grupy, którą buduje, dla osób zaangażowanym
powinny te dochody przekraczać po pierwszym pełnym miesiącu działalnośći 1000
PLN, osobom mniej zaangażowanym przynajmniej paręset PLN)
3. Musi być intersujący zarówno dla osób, które "startują" w biznesie
dodatkowo, czyli po pracy mając bardzo ograniczony czas na działanie, ale
również dla osób, które chcą zacząć działalność od razu w pełnym wymiarze
godzin.
4. Powinien dawać zapewnienie ludziom, którzy budują biznes, że zawsze będą
partycypowali w obrotach, które pod nimi powstaną, bez względu na to czy pod
nimi są ludzie na wyższych poziomach, oraz jaką mają sami szerokość
bezpośrednią. Jest to dla mnie jeden z ważniejszych punktów, gdyż proszę sobie
wyobrazić sytuację, że ktoś pracuje gdzieś do godziny 17:00, po pracy ma czas
na budowę biznesu, zasponsorował jedną osobę, która miała akurat wybudowany
gdzieś biznes, ale firma z którą ta osoba współpracowała niestety
zbankrutowała, człowiek ten startuje u niego, a razem z nim być może wiele
innych osób od razu. co za kara dla osoby, która w tym momencie jeszcze nie ma
odpowiedniej szerokości a zarabia np. z różnicy procentów. Gdy ta osoba bedzie
przy swoich małych możliwościach czasowych dalej sponsorować będzie być może
bardzo dlugo trwało, aż nie zacznie na takim planie marketingowym z tego obrotu
zarabiać, no ale jedno jest pewne, uszczęśliwiła osoby ze swojej górnej linii
sponsorowania, które w tym momencie mają już duże organizacje wybudowane na
bokach.
5.Dobry plan marketingowy musi dawać możliwość dojścia nawet do najwyższych
poziomów na małych szerokościach osobistych, czyli inaczej mówiąc na małej
ilości "nóg", ale nie powinien ilości tych "nóg" ograniczać.
6.Powinien mieć również małą kwalifikację obrotów własnych, aby otrzymać
prowizję, ta granica jednak nie powinna być wysoko. Jako przykład: Jeżeli jakiś
plan zmusza do dużych obrotów własnych, aby otrzamyć wogóle jakieś prowizje, to
jest plan marketingowy tylko dla wąskiej grupy ludzi, która potrafi dobrze
sprzedawać, że takich jest niewielu, każdy dobrze wie. Jeżeli natomiast jakiś
plan marketingowy nie ma żadnego wymogu obrotów własnych, przyciąga on do
siebie także osoby, które liczą na to, że oni sami nie muszą nic, że pod nimi
ktoś będzie robił obrót, a oni będą tylko zarabiać. Są to plany o małej
przewidywalności i planowalności, gdyż często dzieje sie tak, że w takich
planach tylko osoby, które już mają duże dochody, lub są dopiero na początku
robią obroty, a cały środek jest pusty, czyli bez obrotu. Granica konieczności
obrotu własnego powinna zaczynać się na obrocie własnym, maksymalnie jednak na
drobnej sprzedaży przypadkowej.
7.Dobry plan marketingowy powinien także dodatkowo wynagradzać tych, którzy
chcą, lubią i umieją sprzedawać produkty, tzn. dawać tym ludziom nie tylko
możliwość zarobku na różnicy wynikającej miedzy ceną hurtową, a detaliczną, ale
również wynagradzać te osoby dodatkowymi premiami ze swoich dużych obrotów
własnych.
8.Wypłacalność prowizji powinna być gwarantowana, co mam na myśli, są firmy,
które mówią my wypłacamy maksymalnie jakąś sumę X ( powiedzmy nawet 60 prozent
obrotu firmy), ale w najlepszym wypadku, tzn. jeżeli są ludzie na wszystkich
poziomach i to w najlepszym układzie. Czyli inaczej mówiąc chodzi mi o różnicę
między teorią a praktyką.
9.Osoby które tworzą pod sobą liderów powinny być za to także dodatkowo
wynagrodzone, gdyż to jest w network marketingu najważniejsze.
10. Powinien funkcjonować w obie strony, tzn. nie tylko dawać możliwość
dochodów na tym co ktoś sam stworzył, czyli na dolnej linii sponsorowania, ale
powinien dopuszczać dolną linię sponsorowania do partycypowania w premiach
wypłacanych w górnej linii sponsorowania.




Temat: praca po znajomosci - czy to wstyd czy duma?
a odzywam się na złość tej dwójce palantów :)
a niech się powkurzają i na zawał padną :)
może to retoryczne pytanie, ale czy veritas umiesz czytać tekst ze zrozumieniem, bo odnoszę wrażenie, że nie :)
nie będę pisał, że głupota to domena wszystkich kanarów, bo znam dwu miłych i sympatycznych i w dodatku inteligentnych ludzi co ten zawód wykonują...
ponadto polecam słownik języka polskiego, bo chyba nie wiesz co oznacza wyraz hipokryzja...
od zawsze się źle wypowiadałem o pracy z BSC, pisałem o "pleckach", wówczas inni mnie krytykowali, że "to tylko ci co byli za słabi się nie dostali, więc teraz narzekają i szukają winy poza sobą", że nie znajomości się liczą...
a ponieważ jestem osobą uczciwą to mówię uczciwie, że plecy, gdybym był ciole hipokrytą to bym stwierdził "żadnych pleców nie było, tylko moje kwalifikacje, a ludzie do urzędów są dobierani na zasadach konkurencji"
naprawdę poczytaj sobie co znaczy słowo hipokryta, bo może innych języków nie znasz, ale wyrazy które używasz w ojczystym, to by wypadało...
a Tobie KASKA odpowiem milej, bo z osobami kulturalnymi (a nie takimi co na różnych forach obrażają innych ludzi, stosują poniżające zwroty i w dodatku nigdy nic merytorycznie) chętnie dyskutuję :)
więc:
idąc za radą kogoś z forum "poruszyłem wszystkie mozliwe koneksje" i się okazało, że po 2.5 roku wysyłania CV ktoś odpowiedział...
nie wiem jak to się działo, że osoba mająca stypendium naukowe na dziennych szukała tyle pracy, mniejsza już o to, czy pracodawcy dobierają albo tylko kiepskich (nie grożących awansem) albo superspecjalistów z kilkoma latami doświadczenia (niektórzy koledzy wpisywali lipne "doświadczenie" czego ja nie czyniłem, może to błąd, ale uważam, że są pewne "zasady") w każdym razie na wysłane przez 2.5 roku conajmniej 200 cv odpowiedziały jedynie 3 telefony a i tak się okazywało, że szukają PH...
wstydem powinno być dla państwa i dla wielu przedsiębiorców, że tak w tym państwie to wygląda w ten sposób...
sam pracując w poprzedniej firmie widziałem jak raz kadrowe "dobierały" cv do rozmowy, tak, aby ich kandydat był najlepszy (odrzucały lepsze cv i nie szło ono do prezesa)...
w moim przypadku było podobnie, ktoś spowodował, że CV nie trafiło do kosza...
później po paru testach, rozmowach w obcych językach okazało się, że mam najwięcej punktów, łącznie pokonałem kilkadzisiąt osób, gdybym był głąbem i nieudacznikiem to zapewne tych punktów bym nie dostał, bo inni też plecy mieli i to większe...
poprostu kwestią najgorszą w polsce są osoby weryfikujące CV i tyle...
możesz wiele umieć ale jak jakiejś panience z HR się czcionka nie spodoba to wywali, albo robią tak jak mój brat przedsiębiorca - dostaje 200 cv, więc bierze z góry kilka (on bierze np. 10) i te osoby zaprasza, a jak twoje znajdzie się w pozostałych 190 "to trudno"...
a taka polityka "nie mam czasu na czytanie tej makulatury" raczej negatywnie odbija się na kondycji firmy... nie wspominając o tym, że po kupnie z rana gazety i próbie wysłania CV okazywało się, że skrzynka mailowa jest pełna...
wtedy pytanie o znajomości wśród osób redagujących te ogłoszenia (pracownicy gazety mają treść ogłoszenia zanim trafi ono do druku i do kiosku)...
pare razy na techniczne stanowiska dzwoniłem 8.05 i po słowie "dzień dobry" słyszałem, że "nieaktualne"...
po za tym też polecałbym ci wątek na tym forum "za wysokie kwalifikacje" (jakoś tak brzmiał) często ludzie spotykają się z faktem, że np. ich słabsi koledzy pracują a oni mając np. 2 dyplomy, 3 języki i znając kilkadziesiąt programów komputerowych - nie ?
moi koledzy co nie umieli ani autocada, ani pakietów biurowych, ściągali ode mnie aby zaliczyć na tróję rozmawiali ze mną chwaląc się pracą za 3 tysiące ?
jak ?
skoro nie umieli z angielskiego prawie nic, te kolosy zaliczali ledwo ledwo, a ja miałem same 5 i pare 4.5, jak ?
ja pracy szukałem 2.5 roku, oni mieli połowę moich kwalifikacji i wiedzy (co wychodziło np. gdy wieczorami dzwonili aby się dowiedzieć jak coś zrobić do projektu, często proste rzeczy sprawiały im problem w stylu jakiś wzór lub algorytm) jak oni te prace podostawali ?
wiem, że gadane i ubiór to ważna rzecz, ale czy nasi pracodawcy są aż tak nędzni aby brać kogoś kto ma droższy garnitur (bo mu rodzice kupili) a nie patrzeć na wiedzę człowieka ?
sam raz byłem w sytuacji gdy o jedno stanowisko z ogłoszenia konkurowałem z kolegą z roku, (to nie było nic wielkiego, sklep i hurtownia) i wzięto jego po rozmowie, a to był koleś co ode mnie zrzynał jak leci (jestem logistykiem z wykształcenia, a koleś tydzień później zadzwonił z tekstem "stary, jaki jest wymiar palety euro" ?)
hę ?



Temat: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie...
jestem fachowcem ale nikt mnie nie chce
szkoła CADA ?
facet każdy po politechnice go zna
myslisz polskę z resztą świata, tu jest dużo osób wykształconych, ze świetnymi
kwalifikacjami, których nie ma gdzie wykorzystać,
na zachodzie mało kto zna obce języki (zwłaszcza w USA) w polsce pełno jest
młodych i wykształconych osób władających 2 językami
obcymi... bez pracy...
na prywatnego maila mogę Ci podesłać trochę prac z AUTOCADA i innych, sprzed
kilku lat, ze studiów, to się przekonasz, że z
laikiem nie gadasz ;)

oczywiście możesz sobie zakładać szkołę CADA, ale pomyśl o grupie docelowej ?
skoro politechnikę warszawską opuszcza kilka tysięcy osób rocznie, które tego
CADA znają :)
kto będzie płacić za to co już umie i co miał przez 2 lata ?
ale oczywiście są laicy, tylko co takiem po CADzie, skoro nie pracuje w biurze
projektowym ?

po za tym CAD kosztuje 20 000 złotych, więc kupno AUTOCADA i ARCHICADA i 3DSMAXA
aby projektować samodzielnie - eeeeeeeeee musisz
mieć z 70 tysięcy złotych, żeby legalnie (legalne oprogramnowanie) móc cokolwiek
zrobić...
jak ktoś ma te kilkadziesiąt tysięcy na licencjonowane programy...

stary !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! tu ugryzłeś główny problem polski !!!!!!!!!
dlatego jest kilka milionów bezrobotnych, 3 miliony "oficjalnie", conajmniej pół
miliona za granicę wyemigrowało ... tu się szuka
skutecznych handlowców , bo jest recesja i nie ma już komu co sprzedawać, bo
ludzie nie mają na zakupy...
akwizycja jest często ukryta:
sam na 3 rozmowach o pracę byłem właśnie takich, co nie mówiono o akwizycji
1) agencja reklamowa szuka grafika - poszedłem, i co ? i mnie zapytano jakie mam
doświadczenie w sprzedaży ?, a kiedy zapytałem na
jakich programach pracują, to sie zaczęli wykręcać, że najpierw trzeba pokazać
motywację do pracy... potem się okazało, że
sprzedają ludziom na ulicy pastę do zębów
2) firma szuka logistyka - moje "wykształcenie" wyuczone - facet miał pensjonat
i szukał kogoś kto mu zapewni klientów
wynajmujących pomieszczenia w tym jego pensjonacie
3) firma szuka specjalisty ds. logistyki - okazało się, że to hurtownia
szukająca kogoś , kto będzie sprzedawał podkoszulki...

siedź w tej Kanadzie, uzbieraj dużo kasy, dopiero wtedy możesz tu wróćić i
założyć własną firmę...
doświadczenie w logistyce jest bardzo ważne, wiem, że w każdym ogłoszeniu jest
"conajmniej 2 lata na podobnym stanowisku w innej
firmie", więc sam byłem 1.5 roku bez pracy, przestałem szukać "w zawodzie" i
"zgodnie z zainteresowaniami"
znajmości i jeszcze raz znajomości lub fart...
szukaj gdzie indziej, a nie tylko w tej branży - moja rada i rusz znajomych, bo
inaczej nie dowiesz się o wakatach, na które nie
idą ogłoszenia do prasy...



Temat: Ubywa Polakow
Rola ojca rodziny

- Na Kaszubach pozycja żony jest bardzo tradycyjna - opowiada Bożena
Kowalewska, prowadząca w Kartuzach małą hurtownię, u której kupują też ludzie z
Sierakowic. - Sprowadziliśmy się tutaj 16 lat temu, ale ciągle do końca nie
jesteśmy swoi. Pamiętam, jak się śmiali z mojego męża, gdy mówił: "muszę się
zapytać żony".

Według niej na Kaszubach ciągle jest tak, że o wszystkim decyduje mężczyzna. -
Pamiętam, jak pierwszy raz odważyłam się przy kieliszku powiedzieć sąsiadowi,
że jak żona urodziła ośmioro dzieci to nie powinna chodzi do obrządku, bo to
jest ciężka fizyczna praca. Był tak zdenerwowany i wzburzony, jakbym mu
opowiadała o kosmitach, to wstawał, to siadał i zrobił się cały czerwony.

Bożenie Kowalewskiej podoba się, że na Kaszubach bardzo się dba o
wykształcenie. To dla nich inwestycja. - Z klas licealnych moich dzieci niemal
wszyscy się dostali na studia i to nie tylko na trójmiejskie uczelnie, ale i na
Jagiellonkę - podkreśla.

My tu nie tacy święci

Wikary z parafii Jana Chrzciciela w Sierakowicach pytany, dlaczego na Kaszubach
tak dużo dzieci, odpowiada: - Nie wiem, ale na pewno Kaszubi są bardziej
religijni. To się widzi w kościele. Jest ogromny nacisk na wartość rodziny -
mówi.

- Niech pani nie myśli, że my tu jesteśmy tacy święci - śmieją się Bigusowie. -
Jak jest spowiedź przed odpustem to dwunastu księży ma co robić w konfesjonale,
więc grzeszą tu też nieźle.

Są też ofiarni. Lokalni rzemieślnicy i przedsiębiorcy nie tylko dają na
kościół. Jak jest jakaś ważna potrzeba i przejdzie się po gminie z kapeluszem,
zawsze się uzbiera.

Ostatnio chodzą słuchy, że w liczbie urodzin wyprzedziły ich sąsiednie gminy
Somonino i Przodkowo. - Nawet jeśli to prawda, to tylko chwilowe - mówią w
Sierakowicach.

- Z Kaszubami trudno złapać kontakt. Ciągle zamknięci w rodzinie - słyszy się
na Kaszubach o mieszkańcach Sierakowic. Ale wszyscy podkreślają, że ludzie tu
pracowici i zaradni. Wiadomo, od dziada pradziada na swoim. Jednak moja wizyta
nie potwierdza tezy o braku otwartości. Jak zapukamy do cudzych drzwi, nikt nas
nie odsyła. Rozmawiają chętnie, a o swoich decyzjach mówią bez skrępowania.

- Wcale nie chcemy u nas więcej turystów - mówią Bigusowie. - Nie są nam
potrzebni. Niech pani popatrzy, jak zadeptane są Mazury. My tu sobie sami
poradzimy. Do marketów nie jeździmy. No, może raz w roku, żeby dzieciom pokazać.

Każde zarobione sto złotych ma być wydane w gminie. - Jak żona kupi chleb w
Lęborku, to się jej pytam: a sierakowicki gorszy. Czemuś dwa złote tam wydała,
a nie u nas - opowiada Tadeusz Bigus.

A jak będzie? - Młodzi teraz inaczej myślą i obawiam się, że dzietność będzie
spadać. Wydaje mi się, że nasze dzieci będą miały najwyżej trójeczkę - mówi.

Ale to i tak będzie zdecydowanie więcej, niż przeciętna w naszym kraju.




Temat: Money
Post hurtowy

Czytam dyskusje z wielkim zainteresowaniem i kilka rzeczy mi przychodzi do
glowy.

1. Przede wszystkim, zawsze trzeba czytac wszystkie wypowiedzi Voytka. I
jeszcze najlepiej zapisywac.

2. O pracy i rozwoju zawodowym trudno moim zdaniem dyskutowac, bo dla kazdej
osoby wazne jest co innego (jak napisal Ascofer). Rownowaga pomiedzy
zadowoleniem z pracy, rozwojem, zarobkami, perspektywami itd. jest jednak dla
kazdego inna. Zeby wyrazic sie jasniej: nudna praca za dobre pieniadze dla
kogos bedzie manna z nieba, a dla kogos innego powodem rosnacej frustracji.

3. Wolontariat - zdecydowanie tak, naprawde otwiera wiele mozliwosci.
Znajomosci jezyka bym nie demonizowal: moj angielski nie jest bynajmniej
(NIESTETY NIESTETY) nienaganny, i jakos zawodowo funkcjonuje. O ile mowimy
zrozumiale i rozumiemy co do nas mowia (przynajmniej w Toronto), nikt nie
przejmuje sie akcentem czy tym ze nie wiemy co to znaczy ”lacklustre”. Ja np.
nie wiedzialem

4. Juz nie mam sily powtarzac ze kanadyjskie wyksztalcenie nie zawsze jest
niezbedne do tego zeby pracowac w Kanadzie w swoim zawodzie (nie mowie rzecz
jasna o profesjach regulowanych, chociaz i tam moga zaliczyc przynajnmiej pare
kredytow). Bynajmniej nie mam tu na mysli wylacznie wlasnego przykladu.

5. 10% - TAK TAK TAK. Powiem wiecej - minimum 10%; gdybym trzymal sie sztywno
tej zasady, mialbym dzis o wiele mniej oszczednosci. Spotkalem juz chyba
kilkanascie osob w Kanadzie (glownie doradcy inwestycyjni i ludzie z bankow),
ktore tlumacza mi ze nie bede w stanie oprzec sie pokusie wydania swoich
pieniedzy i wobec tego musze miec jakis rodzaj automatycznego transferu. Nie
uwazam tego rozwiazania za niezbedne.

6. Mutual funds (obecnie raczej hedge funds...) - przede wszystkim, mozna sie w
ten sposob naprawde wzbogacic i znam ludzi ktorzy zrobili na nich duze
pieniadze, ale nie jest to droga dla wszystkich. Na przyklad nie dla mnie -
trudno byloby mi zniesc swiadomosc ze prawie zawsze mozna bylo zainwestowac
lepiej... Wyznaje raczej zasade ze pieniadze oszczedza sie poprzez
ograniczanie "konsumpcji", a nie pomnazanie, i ze lokaty w bankach daja
minimalny zysk (po inflacji), ale regularny. Zdaje sobie sprawe ze przez to
konserwatywne podejscie umre prawdopodobnie troche biedniejszy, ale za to z
nizszym cisnieniem

7. O emeryturach nie moge napisac nic poza tym, ze dowiedzialem sie bardzo duzo
z postow Voytka.

8. Tego punktu juz nikt nie przeczyta bo za dlugi post napisalem Real
estate: zgadzam sie z from.gta, ze zakup nie musi byc wcale jedynym mozliwym
rozwiazaniem. ”Kanadyjskie” parcie na posiadanie domu jest dla mnie czasami
nieuzasadnione, a roznica w kosztach wynajmu / kupna jest na tyle duza ze chyba
wole za 15 lat miec kilka centow oszczednosci, niz nieruchomosc o nieznanej
(obecnie) wartosci.

Bibliotekarz




Temat: Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
Gra o wysoką stawkę!
Gość portalu: ? napisał(a):

> Sprawa ucichła ;) być może w każdym razie coraz bardziej gorąco się robi
> wokół szefa Agencji Bentkowskiego.

Podobno potrzeba powierzchni na działalność (wiesz, fontanna w korytarzu,
basen w piwnicy, tajny "koniaczkowy" schowek w ścianie.
Wojewoda chce dać budynek po NBP, ale dopiero 1.01.2003, a Zych mówi,
że trzeba już (ale Zielonka też nic nie może zaproponować już, tylko
najwcześniej 1.01.2003 roku). Jaja jak berety. Warunki lokalowe (skąd my ten
slogan znamy? karmią nas nim falubazy od 4 lat, a opowieści nie spotykają
oparcia w rzeczywistości).

> Spóźnienie z IACS-em (nieudany przetarg na kulczykowanie zwierząt, które musi
> być ukończone do końca 2001 r.), przkręt z 350 terenowymi samochodami na
> potrzeby regionalnych jednostek Agencji (auto na każdy powiat!!!).

... a co? kupił 35 dla zielonych (PSL) towarzyszy i kasa się skończyła?
Miller nie będzie wpierniczał się Kalinowskiemu w jego działkę (jego obsadę
kadrową). W PSL-u wystarczają znajomości, kompetencja i przygotowanie do
sprawowania funkcji wynika z tych znajomości :)

> Może biedaczyna da sobie spokój skoro nowy szef Lubuskiej ARiMR jest
> z Zielonej Góry ;)

Osobiście w to nie wierzę. Będą próbować i nie przeszkodzi im nawet to jeśli
uzyskają poniżej 5% w wyborach samorządowych (co jest wysoce prawdopodobne,
elektorat odszedł do Andrzeja, on ci "SWÓJ CHŁOP").
PSL to kadrówka, doskolane zoorganizowana partia towarzysko-koleżeńska.
Kolega Zych z tych szczególnie zasłużonych.
Poza tym z pewnością ma oparcie w wielkim czerwonym bracie Brachmańskim.
Z ciekawostek, czy wiecie, że wielkość Brachmański zawdzięcza gorzowskiemu SLD?
Bez naszych komuszków przewodniczyły by wontory.

> Nowy dyrektor deklaruje się "że przychodzi do pracy wiedząc iż siedzibą jest
> Gorzów i chce w końcu w spokoju skupić się nad pracą z pożytkiem dla państwa
> a nie bawić się w ustalanie nowych siedzib".

To, że z Zielonej nie musi oznaczać, że niegodziwiec. Już prawie gościa
polubiłem za ten tekst. Prawie, bom świadom, że słowa to jedno, a czyny
to drugie.

> Może jednak wygramy? Ale nie chwalmy dnia przed zachodem Słońca.

Pytajnik jest niebywałym optymistą. Jeżeli wygramy to przede wszystkim
dzięki prasie (że zainteresowała się w porę - brawo WP), Marcinkiewiczowi
i Korskiemu.
Stawka jest naprawdę wysoka - BEZPIECZNE MIEJSCA PRACY w mieście ogarniętym
bezrobociem !!!!!.

Poza tym sprawy będzie się przyjeżdzało załatwiać do nas (PKS, MZK, CPN,
hurtownie papieru, ochroniarze, banki, hotele (dla tych z Warszawki i z tych
Unii Europejskiej, ... itp, itd, których wszystkich nie sposób wymienić).
To jest szczególnie ważna instytucja. Przyszłościowa.

Mam pewnien pomysł. Muszę się skoncentrować, może uda się go zrealizować!
Jeśli starczy mi energii i zrealizuję, to dam Wam znać (może trzeba będzie
dołożyć do ogniska).




Temat: Sprzedam nerkę zdecydowanie
Sprzedam nerkę zdecydowanie
W 40 lat po pierwszym udanym przeszczepie nerki w Polsce, w Internecie
kwitnie handel ludzkimi organami. Czy mamy w Polsce transplantologiczne
podziemie?

Sprzedam nerkę, szpik lub dwa płaty wątroby. Tylko poważne oferty”, „Sprzedam
narządy, bez których będę mogła żyć. Grupa krwi A Rh–”, „Sprzedam nerkę z
powodu braku środków na utrzymanie rodziny”, „30-letni mężczyzna, bez
nałogów, tatuaży, oddający honorowo krew sprzeda nerkę z powodów finansowych.
Pilne!”. Takich ofert jest w sieci bez liku. Przeglądając Internet, można
mieć wrażenie, że w Polsce kwitnie handel ludzkimi organami. Kontakty do
potencjalnych dawców znaleźć można w kilka minut. Kategorie „medycyna”
lub „różne” pełne są ofert desperatów. Nerka, laptop, wątroba, BMW –
propozycje sprzedaży lub kupna ludzkich narządów przeplatają się z anonsami
autokomisów, firm komputerowych i biur nieruchomości. W cyberprzestrzeni
ludzkie organy to towar jak każdy inny.
Pod internetowymi nickami ukrywają się przeważnie ludzie młodzi, głównie z
dużych miast. Powód zwykle ten sam – pieniądze. Dadzą się pokroić, by zyskać
gotówkę. Byle szybko i dyskretnie. Często nawet najbliżsi o niczym nie
wiedzą. – To jedyny sposób, aby wyjść z kredytów. Miałem firmę, splajtowała.
Długi zostały – tłumaczy jeden z potencjalnych dawców. – Mąż mnie zostawił,
mam chorą córkę. Co mogłam, już sprzedałam – pisze inna desperatka.
Zdarzają się i nieletni, jak 17-latka z Zabrza. – Decyduję się na to tylko ze
względu na kasę. Zdaję sobie sprawę z ryzyka. Jest to moja przemyślana
decyzja – wyjaśnia. Trafiają się również tacy, którzy po prostu chcą szybko i
bez pożyczek kupić mieszkanie lub rozkręcić własną działalność. Ci w
negocjacjach cenowych są nieugięci. Co innego ci, którzy mają nóż na gardle. –
Jeśli się zdecydujesz, przyjadę we wskazane miejsce. Płacisz za badania.
Przed wwiezieniem na salę operacyjną dajesz pieniądze osobie, która będzie mi
towarzyszyć – zastrzega 33-letni Sławek. Gdy pada pytanie o cenę, tłumaczy: –
Mam długi, 35 tys. zł. Dlatego muszę uzyskać jak najwięcej. Poniżej 28 tys.
nie zejdę – odpowiada wprost. Żądania innych są bardzo podobne. Dziewczyna z
Zabrza chce 30 tys. zł. – To cena wyjściowa, możemy negocjować – zachęca.
Sieciowi dawcy zwykle po krótkiej wymianie korespondencji nalegają na
spotkanie. Im szybciej, tym lepiej. Gdy nie odzywam się przez kilka dni,
zapychają skrzynkę e-mailową ponagleniami. Wiedzą, że w Polsce odpłatne
oddawanie organów jest zabronione, dlatego godzą się nawet na wyjazd do
zagranicznych klinik. Wiedzą, że takie przeszczepy można zrobić w Egipcie,
Iranie, Indiach czy Izraelu. Ważne, by kupujący pokrył koszty.
Handel ludzkimi organami w Internecie przybiera na sile. Niedawno zamknięto
witrynę fikcyjnej fundacji, która powołując się na współpracę ze znanym w
Polsce Stowarzyszeniem „Życie po przeszczepie”, uruchomiła profesjonalny
serwis ułatwiający kontakt sprzedawcom i kupcom narządów. Wystarczyło
wypełnić dostępny na stronie formularz, zaznaczyć, czy jest się dawcą czy
biorcą, wpisać organ będący przedmiotem transakcji, grupę krwi, formę zapłaty
i cenę. Do wyboru była nawet waluta – opłatę można było uiszczać w
złotówkach, dolarach lub euro. Krzysztof Pijarowski, prezes „Życia po
przeszczepie” zaprzecza, by jego stowarzyszenie miało coś wspólnego z
serwisem. Nie kryje zaskoczenia: – W polskim Internecie to nowość. Do tej
pory można było znaleźć ogłoszenia osób prywatnych. Teraz jest już dobrze
zorganizowana strona, coś jakby hurtownia organów. Po konsultacji z
dyrektorem Poltransplantu prof. Januszem Wałaszewskim zgłosił sprawę
prokuraturze w Gorzowie Wielkopolskim. Podobne zawiadomienie złożył w
Bydgoszczy Szpital Uniwersytecki Collegium Medicum.

www.ozon.pl/tygodnikozon_2_15_1198_2006_7_1.html
Oferty:
ale.gratka.pl/ogloszenie/183570.html
ogloszenia.tojestto.pl/ogloszenia.php?nr=67655



Temat: W MLM-ach nie wszystko jest OK
Cd postu poprzedniego

Ba jeszcze jedna sprawa, o której mało się mówi. W której umowie (regulaminie)
jest napisane, że firma może rozwiązać umowę. Prawie w każdej. W którymś z
postów czytałem o rozwiązaniu umowy, bo coś tam...???
Budujemy dużą organizację i nagle firma wypowiada nam umowę bez podania
przyczyny. To jest jeden z powodów, dla którego zacząłem się przyglądać innym
firmom (na szczęście nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji, ale dotknąć może
to każdego). O dziwo, znalazłem taką!!! Większość firm zastrzega sobie, że nie
można podejmować współpracy z innymi sieciami.
Prowadząc skład budowlany nie możemy współpracować z kilkoma producentami cegieł?
Podobno budujemy nasz własny biznes i to my o nim decydujemy. To dlaczego firmy
nas straszą, że zabiorą nam naszą organizację. W imię czego. Plan marketingowy
to też umowa, nasze bezpieczeństwo i warunki wspołpracy. Firma dostarcza nam
produkty – jak hurtownia do sklepu. Dlaczego coraz częściej słyszymy w
strukturach „Jak zaczniesz współpracę z inną firmą, to rozwiążą z Tobą umowę”.
MLM w Polskim wykonaniu (nie każdego się to tyczy) zaczął przyjmować bardzo
dziwną formę ochrony struktur przed innymi firmami. To o czym osoba zaczynająca
ten wątek napisała, poczęści jest spowodowane takim właśnie podejściem. Ale nad
tym sami musimy się zastanowić.

Jeżeli firma ma produkt, który nie koliduje z oferowanym przez nas dotychczas i
mamy pojęcie jak budować biznes, to trzeba się dobrze jej przyjrzeć i rozważyć
współpracę.
Pisałem, że wspołpracuję z dwoma firmami i jedną jest AKUNA, drugą nowa firma o
nazwie AJRA.eu.
AJRA właśnie dobrze zabezpiecza NASZE interesy i dlatego pisałem O DZIWO!

Jest jeszcze jedna sprawa, którą chcę podkreślić. Przynależność poszczególnych
firm do Stowarzyszenia Firm MLM-owych, nie stanowi o tym czy dana firma jest
lepsza czy gorsza od innych.
Przykład: wiele hoteli należy do Stowarzyszenia Hoteli Polskich, ale jeszcze
więcej nie. Czy znaczy to, że tylko te hotele, które mają członkostwo są lepsze
od innych. Na rynku jest wiele nowych firm MLM-owych, które nie przynależą do
tej organizacji, a wg mnie mają duże powodzenie w Polsce i działają całkiem
legalnie. Niektóre z nich są młode, inne stare lecz dopiero wkraczajace na nasz
rynek.
Nie możemy generalizować, że te młode są złe.

Reasumując to wszystko stwierdzam, że w MLM-mie może być OK. Dużo zależy od
firm, ale jeszcze więcej od nas. To my wybieramy firmę i decydujemy dlaczego
chcemy z nią pracować. Wybieramy o ile zaczniemy rozumieć system. Jeżeli
jesteśmy młodymi dystrybutorami, to wstępujemy do danej firmy pod wpływem
emocji. A w biznesie emocje są ważne, lecz jeżeli mamy współpracować przez
kilka-kilkanaście lat to musimy jak najszybciej dowiedzieć się najdrobniejszych
szczegółów dotyczących zasad pracy w MLM-ie i gwarancji ze strony firmy.




Temat: buda między dworcami
Niedawno, po dłuższym czasie obdreptałem przy okazji załatwiania innej sprawy
okolice Dworców PKP i PKS, mniej więcej na linii ulic Bardowskiego-Grottgera-
Jabłońskiego. Robią przygnębiające, super-prowincjonalne wrażenie.
Odrapane kamienice naprzeciw dworca, na których kiedyś wisiał nieśmiertleny
zdawało się napis: PARTIA - PRZEWODNIĄ SIŁĄ NARODU POLSKIEGO dziś kuszą godnymi
Strzyżowa czy Kolbuszowej napisami na dykcie w stylu "fryzjer", "rzeźnik" itp
oraz strażacko-czerwonymi lub szuwarzasto-zielonymi okiennicami. Rzeczywiście,
niemal w wejściu do jednego z tych przybytków siedzi klient "skracany o włosy"
przez fryzjera.
Dalej dwie pannice w sklepie z butami klną jak starzy szewcy, a dalej to samo
robi dwóch facetów w pomieszczeniach kasy MPK. Ale nie radzę za bardzo patrzeć
po bokach, bo na chodniku przed tymi wielkomiejskimi witrynami można się zabić
na dziurach i sterczących resztach płytek. Dziury są też w jezdni, która jest
dodatkowo rozkopana i przysypana tłuczniem, na którym podskakują auta
Gdyby zmienić kierunek i chcieć odwiedzić hurtownie koło dworca PKS i budek z
muzyką disco-polo, po przejściu przez bramkę przy kładce natkniemy się, w
wynajmowanych w istniejącej jeszcze firmie PSK pomieszczeniach, na wejście do
III Komisariatu Policji Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. Wejście doń
wygląda jak wejście do przydworcowego przybytku. Podobnie i cały budynek,w
którym pracują stróże prawa, dodajmy chyba na powierzchni 20-40 m2 góra.
Okolica równie sympatyczna i reprezentacyjna, radzę odsunąć się od ścian, żeby
nie nadziać się na sterczące z nich przewody zdewastowanej instalcji
elektrycznej. Perspektywę tej Europy zamyka sładowisko węgla i miału węglowego
obok zbudowanej niedawno od nowa kamienicy- banku PeKaO SA.

Pisałem już na tym forum, że zarząd miasta powinien szukać inwestora, który
podobnie jak w Krakowie (przy zachowaniu wszelkich proporcji) zechaciałby
zainwestować pieniądze w modernizację i przebudowę samego Dworca PKP i okolic,
a może nawet pogadać z inwestująca w Krakowie firmą TSP, zaprosić na rozmowy do
Rzeszowa, spróbować... Pisał o tym Slavres w wątku Centrum Komunikacyjne.
Niestety, co co jest realne gdzie indziej, u nas traktuje się z taką samą
powagą jak wymysły literatury fantasy - budki teleportacyjne...
W ten sposób dystans dzielący nas od reszty Polski tylko się powiększa. Kiedy
kilka lat temu ostrzegałem Pewnego Bardzo Ważnego Pana i Pewną Bardzo Ważną
Panią, że ten marazm skończy się likwidacją woj. podkarpackiego, usłyszałem, ze
opowiadam bzdury "bo jest wola polityczna istnienia województwa i województw
się nie zmienia co kilka lat". O tym, że po paru latach miał przyjść czas
weryfikacji reformy administracyjnej, PBWP już nie dosłuchali.
Więc tylko tak dalej...
A gdy już będzie "po ptokach", na otarcie łez, spróbujmy grzecznie, mnąc w
garści czapkę, poprosić krakowskie koleje, żeby nam nieodpłatnie przekazały do
Rzeszowa elementy ze zdemontowanego, a zbudowanego w latach 80/90 krakowskiego
dworca. Może wtedy uda nam się np. zadaszyć perony, założyć windy dla
niepełnosprawnych i nie będziemy się musieli rumienić że jesteśmy tak potwornie
prowincjonalni i zacofani...




Temat: Gorzów górą !!!!!!!
Kolejorz górą :)
kolejarz_zg napisał:

>> Teraz infrastruktura u nas jest, a na Wasze wieloletnie zapóźnienia składa
>> się całe województwo.

> To na Waszą obwodnicę składa się całe województwo.

Dziwię się Nowej Soli i Międzyrzeczowi, że siedzą cicho, bo ich kosztem
budujecie sobie kolejny, nieistotny odcinek obwodnicy, kiedy ich miasta
są rozjeżdżane przez Tiry.
Moim zdaniem najpierw trzeba było wybudować obwodnice Międzyrzecz i Nowej Soli,
Zieloną Górę można bez problemu wyminąć jadąc krajową trójką.

Jeśli chodzi o Gorzów, to drogi miejskie budujemy za miejskie pieniądze,
dokłada się co najwyżej Unia Europejska.
Obwodnica Zachodnia jest ważna nie tylko dla Gorzowa, ale dla wszystkich
podróżujących krajową trójką.
Czas najwyższy ją zrobić, posłowie poprzedniej kadencji wywalczyli w Warszawie
zgodę na tą inwestycję, prace idą pełną parą. Miasto również uczestniczy w tym
finansowo.
Dlaczego tak długo trzeba było czekać na rozpoczęcie tej inwestycji?
Nasze drogi podlegały pod Szczecin, to bidna kraina (podobnie jak lubuskie),
a wiadomo zawsze bliższa ciału koszula, budowali u siebie Trasę Zamkową (bardzo
ślamazarnie ciągła się ta budowa).

>>Na sukces Gorzowa Wlkp. składa się m.in. powstanie dużej ilości firm w dawnym
>>Stilonie,

> A u nas w dawnym Falubazie... Chociażby Krojcig Mebel... Co to za firmy?
> Hurtownie gaci?

:)))
Stilon nie zatrudnia już 20 tys. pracowników, ale i tak znalazł się
w zestawieniu 500 największych firm w Polsce.
Oprócz włosko-francuskiego Stilonu jest jeszcze duża firma duńska o tym samym
profilu produkcji i kilkanaście firm usługowych i produkcyjno-usługowych (w tym
największy w Polsce producent kart magnetycznych).
Część linii produkcyjnych Stilonu przeniosła się do pobliskiego Santocka.

>> utworzenie podstrefy Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej,

Strefa Twoim zdaniem zatrudnia 400 osób.
Może, ale firma rozpoczynająca właśnie budowę na Baczynie będzie zatrudniać
800 osób i to nie za 5 lat.

>> nowe prywatne szkoły wyższe,

> Konkretnie jedna.

Nowa jest faktycznie jedna (o profilu informatycznym), ale z Wyższą Szkołą
Biznesu to już razem dwie (obie wprowadzają się właśnie do nowych budynków).

>> Zielona Góra poza uniwersytetem i nowymi mieszkaniami niczym nie może się
>> pochwalić. Samorządowej stolicy regionu

> Podobno stolica jest jedna... Tak napisałeś.

Żartował :)

> A poza tym Uniwerek to złota żyła dla miasta, 120.000 + 25.000 studentów
> kupujących żarcie, chodzących do pubów, do kin, płacących za stancję, itd.

Zgadza się. Szkolnictwo wyższe ma duży wpływ na rozwój miasta. U nas studiuje
ponad 10 tys. osób. Liczba studentów to jedno, a baza naukowa to drugie.
Nie znam zbytnio środowiska UZ, ileś lat szkolnictwo wyższe u Was już
funkcjonuje, tak więc pewnie nie jest tak źle.

U nas niestety szkolnictwo wyższe to tylko usługa dla ludności.... :(((, ale
władze miasta wiele robią dla podniesienia rangi miejscowych uczelni.

Zaryzykuję stwierdzenie, że los gorzowskiego ośrodka akademickiego zależy
głównie od operatywności władz uczelni, władze miasta wywiązują się ze swoich
obowiązków w tej dziedzinie.
To oczywiście moje subiektywne odczucie.




Temat: Fort Bema - planowane inwestycje
No to jeszcze cos nowego w tym temacie. Projektanci wybrani niezgodnie z prawem. A projekt to amatarszczyzna...

miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2588096.html
W dziwny sposób władze Bemowa wybrały, a potem zapłaciły prawie 300 tys. zł, autorów planu zagospodarowania okolic Fortu Bema. Dzięki naszej interwencji sprawą zajął się Urząd Zamówień Publicznych

To jedno z najatrakcyjniejszych miejsc w dzielnicy, choć teren jest bardzo zaniedbany. Przez wiele lat należał do wojska. Niedawno przejął go samorząd. Mieszczą się tu m.in. Wojskowe Zakłady Lotnicze, CWKS Legia, hurtownie, magazyny. Na 73 hektarach władze Bemowa postanowiły zbudować centrum kulturalno-sportowe. Projekt promuje Stanisław Pawełczyk (SLD), wiceburmistrz dzielnicy: - Chcę, żeby to były bemowskie Łazienki - snuje swoją wizję.

Do 2013 r. jego zdaniem powstaną tu m.in.: domy kultury, stadnina, boiska, korty, basen olimpijski, hala sportowa na kilkanaście tysięcy widzów i hotel. Inwestycja ma kosztować ok. 400 mln zł. Skąd wziąć tyle pieniędzy? Z Unii Europejskiej - marzy się bemowskim samorządowcom, którzy wykonawcy planu zagospodarowania fortu szukali od czerwca zeszłego roku. W przetargu trzeba się było wykazać m.in. wykonanym w ostatnich trzech latach projektem obejmującym 30-hektarowy teren. Ofertę złożyła jedna firma - BeMM Architekci Sp. z o.o. I wygrała. Jednak z dokumentów, do których dotarła "Gazeta", wynika, że pracownia nie spełniała tych wymagań. Nigdy nie zrobiła tak dużego planu.

Umówili się ustnie?

Kiedy "Gazeta" zainteresowała się podejrzanym przetargiem, urzędnicy wpadli w panikę. - Kto panią nasłał? - interesowała się zdenerwowana Anna Kaczkowska-Jaczynowska, naczelnik bemowskiego wydziału infrastruktury i przewodnicząca komisji przetargowej. Z kolei Małgorzata Sanocka, która zasiadała w komisji, długo nie mogła pojąć znaczenia warunków konkursu: - Nie jestem prawnikiem ani filologiem, więc nie muszę tego rozumieć - irytowała się.

Pracownia BeMM Architekci wygrała, bo dodała powierzchnie kilku projektów - razem 31,5 hektara. Przewodnicząca komisji długo zapewniała - było to możliwe, bo warunki przetargu zostały zmienione i są na to dokumenty. Kiedy okazało się jednak, że dowodów nie ma, urzędniczka doznała olśnienia: - Teraz sobie przypominam. Pracownia zadzwoniła do nas i spytała, czy mogą sumować powierzchnie ze swoich prac. Zgodziliśmy się - mówiła uradowana.

Inaczej widzi to Tomasz Błuszkowski, współwłaściciel BeMM Architekci: - Nie dzwoniliśmy do urzędu dzielnicy ani nie wysyłaliśmy pisma w tej sprawie, a naszej oferty nikt nie zakwestionował - stwierdził.

Zapytaliśmy Stanisława Pawełczyka, czy w takim wypadku ustalenia są ważne? Ten skwapliwie przytaknął.

Poważne wątpliwości ma jednak zawiadomiony przez "Gazetę" Urząd Zamówień Publicznych. - Ustne ustalenia nie są właściwe - powiedziała Anita Wichniak-Olczak, rzecznik urzędu. Jego departament kontroli zaczął już postępowanie wyjaśniające. Jeśli okaże się, że naruszono przepisy, Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych ukarze winnych urzędników.

Zapomnieli o wałach

Projekt zagospodarowania przestrzennego jest już gotowy. Pracownia dostała za niego 287 tys. 920 zł. Do jego jakości poważne zastrzeżenia ma Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji: - To amatorszczyzna. Nie uwzględnili części cennych budynków i wałów - oburzył się Stefan Fuglewicz, prezes oddziału warszawskiego Towarzystwa.

- Wszystko zaakceptował konserwator zabytków - mówi na to Tomasz Błuszkowski.

Bemowscy radni zaakceptowali projekt w zeszłym tygodniu. W tym miesiącu miała się nim zająć Rada Warszawy. - Przyjrzę się jednak tej sprawie - obiecał nam Michał Borowski, naczelny architekt miasta.




Temat: [rower] Nowa ścieżka w białymstoku :-)
Gość portalu: koro napisał(a):

> - ścieżka na słonecznym stoku też prowadzi po przeciwnej stronie niz bloki. i
> dramatu nie ma.

Jesli masz na mysli ulice Sikorskiego, to faktycznie po czesci idzie przy
blokach, a po czesci nie. Moim zdaniem lepiej bylo konsekwentnie trzymac sie
jednej strony ulicy, niz co pareset metrow sciezke przenosic na druga strone.
Dodatkowym usprawiedliwieniem takiego poprowadzenia sciezki moze byc jej
przeznaczenie do ruchu traznytowego miedzy osiedlami Dziesieciny - Sloneczny i
Lesna.

> - dlaczego piszesz, że blaszane garaże omijane są szerokim łukiem i ściezka
nie
>
> biegni wzdłuż drogi? na mapce chyba jest inaczej. zaraz jeszcze raz sprawdzę.

Tak wynikalo z wyrysu dzialek, ktory widzialem w urzedzie. Nie wiem dlaczego na
mapce jest inaczej.
Zeby nie bylo ze tylko krytykuje to powiem, ze takie odsuniecie przejazdu od
skrzyzowania ma zalety. Dzieki temu zmniejszylo by sie zagrozenie niezauwazenia
rowerzysty przez kierowcow, myslami bedacych juz na skrzyzowaniu.

> - natomiast mam rzeczywiście obawy, co do owej szutrówki na ulicy zacisze.
> jeżeli budowa ścieżki oznaczac będzie jedynie postawienie znaków z rowerkiem,
> to dziękujemy uprzejmie, ale po polnych drogach mozemy jeździc i bez znaków.

Mysle ze tak wlasnie bedzie. Juz sie nawet z kolegami zastanawialismy, czy
tylko postawia znaki, czy moze przynajmniej jednen raz, na otwarciem, przejada
rownarka, zeby te dziury powyrownywac. :)
Postaram sie jeszcze raz zajsc do urzedu i dokladnie zanotowac wiecej
szczegolow. Np. ktore odcinki beda juz na stale, a ktore jedynie tymczasowe,
jak bedzie nawiezchnia, itp.

> - że prowadzi do nikąd? też nie byłbym pewien. bardzo fajne tereny tam są. w
> sam raz na niedzielne wycieczki rowerowe z rodziną.

co jest fajnego w okolicach ul Zacisze? Widzialem tm jednynie jakas hurtownia,
gazownia, stacja LPG i pare ha chwastow. Na odcinku za 27 Lipca do Trawiastej
tez glownie chwasty. ZTCW "za jakis czas" ma tam byc budowane przedluzenie ul
Pistowskiej. Zapewnie po jej wybudowaniu sciezka biegla by juz prosto, bez
kluczenia po krzakach i bagnach. Ale kiedy to bedzie. Poza tym, jezeli mialbym
dla przyjemnosci jechac z rejonow ul Branickiego w kierunku Ogrodniczek, to
wybral by raczej droge za kosciolem swi Ducha, przez lasy na Pieczurkach i
kolonie Grabowka, a dalej asfaltem przez Sowlany, lub szutrami przez Karakule.
Ciszej, spokojniej i o wiele przyjemniej. I mniejsza szansa ze w zakamarkach
przy 27 Lipca dostane w leb. Bo tam nawet nie ma jak uciec.

> rozumiem rowerzyku, że ty chciałbys do centrum, nie tylko w święta, ale i na
> codzień.

Faktycznie, chce by w Bialymstoku powstala siec drog rowerowych umozliwiajaca
sprawne dotarcie do najwazniejszych punktow w centrum, a takze wygodny wyjazd
poza miasto, na tereny rekreacyjne (Turczyn, Stanislawowo, Kruszewo, czy
wspominane juz rewelacyjne Ogrodniczki i dalej).

> czy mógłbys w takim razie zamieścić mapkę z twoją wymarzoną ścieżką?

Wymazona to taka ktora nie bedzie miala 25 cm kraweznikow, znakow STOP, slupow
i na tyle czytelnie oznakowana, by nawet slepy pieszy widzal ze wszedl nie tam
gdzie powinien. :) Pare moich propozycji jest od dawna w dziale "sciezki" na
ptr.dojlidy. Jednak sa ona bardzo "dorazne", bo nadal nie wiem jakie wieksze
budowy lub przebudowy ulic urzednicy planuja na najblizsze lata.

> jeśli nie sprawi ci to kłopotu, to sporządź proszę cos takiego.

Mysle juz o tym od dawna, tylko nie moge sie przybrac, by to zebrac w logiczna
calosc i wystawic na krytyke. :)

> którędy miałaby biec? jakie ważne punkty łączyłaby?

Z pewnoscia laczyc dzielnice mieszkaniowe z centrum. Na Lipowej raczej nie, bo
to ma byc deptak, poza tym nawierzchnia nie sprzyja rowerom. Dlatego myslalem o
stworzeniu ze namiastki sciezki na Pilsudskiego glownej drogi rowerowej w osi
zachod wschod i odejsciu przez Czestochowska, co najmniej do amfiteatru...
Nowie Miasto mozna poloczyc z centrum poprzez Zeromskiego i Skladowa i dalej
Trasa Kopernikanska, albo Hetmanska (co chyba jest planowane). Dodatkowo z
Kleosina przez Kawaleryjska, Swierkowa, na Planty i do centrum.
To tylko tak na szybko, bo to kupe myslenia. Ale nic, zima idzie to czasu na
myslenie bedzie wiecej :) I moze dozyje kiedys do tego pieknego dnia ze
spotkamy sie z glownymi projektantami bialostockich sciezek i wspolnie ustalimy
jak bedzie nam wszystkim najlepiej.

goraco pozdrawiam
-
Krzysztof vel zmarzniety rowerzyk
gg 1971612
www.ptr.dojlidy.prv.pl
www.masa.bialystok.prv.pl



Strona 3 z 3 • Znaleziono 171 rezultatów • 1, 2, 3